Tarta Tatin – mój powrót do przeszłości

Kiedy jem tarte Tatin (czyt. tatę) zaczynam zazdrościć, bo kto by nie chciał, by prawie 100 lat po śmierci jego nazwisko wciąż było wymieniane w cukierniach całego świata. Wbijam widelczyk w karmelizowane jabłka, tworzące grubą warstwę na francuskim cieście i teleportuję się do kuchni, w której Stefania Tatin nagle uświadomiła sobie, że zabrakło deseru dla gości prowadzonego przez nią razem z siostrą Karoliną hotelu. Uwija się szybko. Jej ruchy wyprzedzają kolejność czynności i tak powstaje odwrócona tarta, bo Stefania najpierw wyłożyła brytfannę jabłkami a dopiero potem pokryła nadzienie ciastem. Kiedy wyjęła tartę z pieca zobaczyła swoją pomyłkę, przez myśl nie przeleciało żadne przekleństwo, poza lekką konsternacją. Postanowiła zagrać vabank. Goście byli zachwyceni.
W ten sposób narodził się deser, który szybko stał się specjalnością sióstr Tatin. Tak mówi legenda. Tartę spopularyzował w latach 20-tych znany francuski kulinarny krytyk Curnonsky. Propagował w swoich książkach regionalne potrawy. Znany był z poczucia humoru i z tego, że o wszystkich daniach opowiadał anegdoty. Jedną z nich była ta o roztrzepanej siostrze Tatin. W ten sposób tarta sióstr Tatin stała się gwiazdą na stołach najznamienitszych restauracji np. paryskiego Maxim’s.
Tarta jest  skarbem miasteczka Lamotte-Beuvron, w którym siostry miały swój hotel. W latach 70-tych XX w zawiązało się bractwo, którego celem jest dbanie o tradycyjną recepturę. Podstawę stanowią jabłka – najlepiej by były to renety, bo są winne i doskonale sprawdzają się podczas pieczenia. W Bazarze Kocha porcja ma ok 500 gr jabłek, pieczemy jabłka pocięte w plasterki z dodatkiem karmelu, do tego własnego wyrobu ciasto francuskie. Tartę można serwować z bitą śmietaną lub waniliowymi lodami. Spróbujcie, a potem spójrzcie w niebo i mrugnijcie do sióstr Tatin, ucieszą się.