I bogowie stworzyli kukurydzę

Kulinarny wymiar różnych składników ciekawy jest także wtedy, kiedy okazuje się, że wiemy o czymś tylko trochę, albo zupełnie nic. Kukurydza jest przykładem takiej kulinarnej zagadki. No może radca kryminalny Eberhard Mock nie miałby z tym problemów.

Zwykły zjadacz kukurydzy jak ja może się pogubić. Po kolei. Pochodzi z Ameryki Łacińskiej, jedli ją Aztekowie, Inkowie. A Majowie wierzyli, że pierwsi ludzie zostali stworzeni przez bogów z kukurydzianego ciasta. Tak na prawdę nie wiemy skąd się wzięła, bo nie znaleziono dowodów na jej dziką, pierwotną odmianę. Do Europy dotarła dzięki Kolumbowi, do Polski nieco później, a nazwa kukurydza ma swoje źródło z języka ukraińskiego. Znamy ją jako pomarańczową kolbę, ale jest też odmiana niebieska, biała i czerwona. Uff.

Skoro jest z nami tyle wieków, to znaczy, że musi być dobra. A skoro jest dobra, to można się nią delektować, bez udziwnień, tak po prostu, by wydobyć maksimum „kukurydzianości“. W Bazarze Kocha mamy kukurydzę. Jeszcze mamy, bo sezon powoli się kończy. Chrupiącą, na masełku, z dodatkiem kolendry i słodko-kwaśnej emulsji.  Ma w sobie dużo antyoksydantów – broni przed wolnymi rodnikami, zwiększa odpornośc i przedłuża młodość.