Dynia czyli niekończąca się opowieść

Kulinarną jesień można podzielić na dwie epoki. Pierwsza to epoka bezdyniowa, gdzie nikt, no prawie nikt nie wiedział co z dynią robić. Poza sugestiami z amerykańskich filmów, że służy jako budząca grozę dekoracja, ludziom w epoce bezdyniowej nie przychodziło do głowy, że można zrobić z niej zupę lub ciasto. Po tych smutnych czasach nastał okres rozkwitu i prosperity dyni, który trwa nieprzerwanie do dziś. Korzystamy z doświadczeń Francuzów i ich wspaniałych przepisów na zupy oraz Włochów, którzy robią z dyni desery lub wspaniałe nadzienie do gnocchi.

Każda z dyń ma trochę inne właściwości mające wpływ na zastosowanie w kuchni. Jak się w tm rozeznać, by wybrać właściwą dynię do właściwej potrawy?  Gęstość i kolor miąższu może nam dużo powiedzieć o ich kulinarnych możliwościach. Jasny, łatwy do pokrojenia miąższ da nam puree i ostatecznie w miarę dobrą zupę.  Intensywnie kolorowy miąższ jest bardziej treściwy zarówno w kwestii zupy jak i jako składnik np. do carry czy sosów. Im trudniej dynie przekroić tym jest ona słodsza i ma mniej wody. Oznacza to, że nadaje się świetnie do ciast.

Na naszych bazarkach i warzywniakach możemy kupić kilka rodzajów tego warzywa – oprócz dyni zwyczajnej – wielkiej pomarańczowej bulwy mamy dynie makaronową – blado żółtą, bardziej jajowatą, dynie piżmową – w kształcie wydłużonej gruszki, dynie hokkaido – intensywnie pomarańczową, prawie ceglaną w kolorze kule oraz dynie muscat do provence – żebrowaną, ciemnozieloną Francuzkę. Wymienione dynie pokazane zostały na zdjęciu.